Tak więc 18go lipca zawiozłam psa do kliniki w Zabrzu, widziałam jak dostał głupiego jasia i zostałam odesłana do domu z informacją że gdy pies będzie wybudzony po zabiegu zostanę poinformowana że mogę po niego przyjechać. Nie obyło się bez pewnych komplikacji (które zdecydowanie podniosły mi ciśnienie) ale ok godziny 15 pies był już do odebrania. Przywitał mnie merdając ogonkiem skakając i obijając się o wszystko swoim gustowym abażurem. Zaopatrzona w instrukcje od pani doktor, receptę i pozbawiona nadmiaru gotówki w portfelu wróciłam z moim jeszcze niezbyt przytomnym psem do domu.

Jakoże moje biedne dziecko było strasznie głodne, a jeść mogło dostać dopiero następne dnia (więc wychodzi ok 2 doby bez jedzenia) było strasznie marudne. Noc była przeżyciem iście hardkorowym. Ja nie spałam a czuwałam a Psikut budził sięco 45min żeby zmienić pozycję czy ułożenie. Kolejne dni były łatwiejsze w przeżyciu bo i dostawał już normalne posiłki jak i dostawał antybiotyk który niewelował ból i swędzenie w okolicy rany. Po 10 dniach pojechaliśmy zdjąć szwy i na szczęście wszystko było piękne i ładnie zagojone :)
Tak Psikut wyglądał 17 dni po kastracji i ok tydzień po zdjęciu szwów:

Czyli nie widać ze coś mu robione było :)
Zmiany w zachowaniu widzę. Przede wszystki mniejsza reakcja na suki i ich siuśki. I to jest dla mnie najwazniejsza zmiana i ta z której cieszę sie najbardziej. Następna.. jest bardziej miziasty, bardziej niż wcześniej chce się miziać, częściej rozdaje buziaki ot tak bez okazji. Na początku żywej reagował na jedzenie teraz juz mu to przeszło je tak jak wcześniej :D Upadła mu ciut kondycja ale myśle że to kwestia bardziej zaniedbania mojego niż kastracji. Kompleksy ma dalej czyt. nie każdego psa potrafi olać szczególnie jeśli jest to pies większy. Na dzień dzisiejszy to by było na tyle. Nieźle się rozpisałam. Mam nadzieję, że ktoś jednak dotrwał do końca posta.
No i w tym miejscu chwalimy się naszymi wyczekanymi activdogowymi szelkami

No i prosimy trzymać kciuki za Psikuta bo walczymy z jakimś wirusem/ brzydką reakcją na ściągany azbest. Bidaczek wymiotuje i ma biegunke, ale jesteśmy dobrej myśli :)
A za tydzień w niedzielę uczestniczymy w pokazach w gliwicach tak jak w zeszłym roku! :)
Pozdrawiamy odwiedzających naszego bloga!
Marta i Psikut! :)