poniedziałek, 28 stycznia 2019

Studiowanie a posiadanie psa

Jestem OKROPNA!! Ten post miał się pojawić sto lat i jeden dzień temu... Biję się w pierś, kłaniam nisko i przepraszam. Ale o to i jest! Napisałam! I mam nadzieję, że się Wam spodoba!



Często na psich grupach facebook'owych pada pytanie: "Czy jak pracuję to mogę wziąć szczeniaka? , "Ile szczeniak może zostać sam? " Jak pogodzić pracę/szkołę z posiadaniem psa? "
Temat przewija się często i natchnął mnie do napisania posta właśnie w tym temacie...

A dlaczego sądzę, że mogę sensownie się wypowiedzieć? Bo oba młodsze psy, zarówno Frugo jak i Maui, byli brani w okolicy początku studiów. Więc temat jest mi bardziej niż bliski.

Zawsze, ale to zawsze niejako bawi mnie stwierdzenie, że piesek to nie może być za bardzo sam, że potrzebne mu dużo ruchu i zajęcia (szczególnie w krainie border collie ) i generalnie jak mieszkasz w bloku i masz pracę na cały etat, to kup pluszaka, a nie psa, bo tylko zrobisz mu krzywdę.

Ciekawostka to... Bo jeśli tak faktycznie jest, to przykro mi proszę państwa, ale musicie oddać swoje pieski. Bo to wbrew fizyce! Bo jeśli wierzyć w co mówią, przeciętny właściciel aktywnego piesła, jest bezrobotnym (ale mającym za co utrzymać psa - nie wiem spadek, zasiłki, wygrana w lotto), mieszkający w wielkim domu z ogrodem człowiekiem...  Bo człowiek pracujący, niestety nie ma tyle czasu.
Szach Mach ateiści! Otóż jesli tak by było, 90% posiadaczy psa nie mogłoby go mieć. Czas obalić teze pt "Praca / nauka są totalnym argumentem przeciw posiadaniu psa"

Czy da się pogodzić np studia z posiadaniem psa, szczególnie szczeniaka? Oczywiście że tak!
Sytuacja taka jest dość trudna i wymagająca... Ale halo! Przecież ten piesek był waszym marzeniem! I dużo zrobiliście żeby go mieć u siebie! Prawda? No raczej! Więc wystarczy odrobina samozaparcia, organizacji czasu i niejednokrotnie wsparcie rodziny/przyjaciół i cały mały koszmarek jest do ogarnięcia...
Zapytacie ALE JAK?! Otóż już wam wszystko tłumaczę! Skupiam się głównie na tematyce studia vs szczeniak, bo ta perspektywa jest mi najbliższa



Wiadomo, że są kierunki mniej i bardziej wymagające. Plan bywa bardzo różny. Są dni kiedy masz jeden nieobowiązkowy wykład, ale są też dni, że nie masz czasu zjeść obiadu bo okienka mają 15 min i siedzisz na uczelni od 8 do 17 albo i dłużej.

Ja studiowałam na ŚUM, który jest osobną galaktyką i mało ma wspólnego z naszą rzeczywistością. ŚUM rządzi się swoimi prawami...
Pierwsze podstawowe prawo: z śumem się nie walczy, jego się akceptuje.
Zarówno na pierwszych jak i drugich studiach, początki były okropne jeśli chodzi o plan. Całodniowe zajęcia i krótkie okienka, a zajęcia zwykle kawałek od domu. Kawałek na tyle duży, że ciężko było wrócić chociaż na chwilę żeby wyprowadzić psa.

Początki ze szczeniakiem są absorbujące i nie ma co ukrywać klatka jest narzędziem bardzo pomocnym. Uczysz psa klatkowania, zamykasz na jakis czas i nie martwisz się, że szczeniak zje nową kanape albo nie daj boże kabel podpięty do gniazdka... Wszystko super. Ale jak masz zajęcia 10h, to zostawisz 8 tyg berbecia na tak długo w metalowym karcerze?





U mnie było tak, że Frugo miał 5 mscy jak zaczęłam drugie studia. Był już lepiej ogarnięty, dłużej wytrzymywał no i była mama, która po pracy go zabierała na spacer. Ten etap był spoko. ogarnęliśmy bez żadnego problemu.

Przy Mauim nie było już tak kolorowo. Bo zaczęłam rok akademicki i 2 tyg pozniej odebrałam merle pomiot szatana, który jak tylko przymknęłam drzwi do klatki darł się w niebogłosy.


I tutaj element zbawienny numer 1 - wspaniali znajomi i rodzina, którzy wspierali mnie w tych trudnych chwilach...
Studiowałam pielęgniarstwo, a tam zajęcia zaczynają się o 7, tak jak dyżur w szpitalu. I tu wielkie pokłony, do babci merle potwora - Patki, która przyjmowała go codziennie o 6:30 i zajmowała sie nim, gdy ja poznawałam tajniki wkłuć, opatrunków i podłączania kroplówek! Jeśli macie taką osobę, na którą możecie liczyć w tym okresie - dobra wasza! Będzie wam dużo dużo lżej!
Czasem nie jest to opieka na pełen etat, a np krótkie wyjście na spacer w czasie waszej nieobecności. I to też jest super sprawa!

Punkt drugi: właściwa organizacja czasu.
Zajęcia trwają od 8 - 17 ale w międzyczasie macie całkiem sensowne okienko. Znajomi jadą na obiad do galerii albo przesiadują w akademiku, a wy? Pakujecie szybko manatki i biegusiem do domu, bo papi czeka. Super sprawa jak jesteście mobilni, to bardzo ułatwia sprawę. Komunikacja miejska to już troche wyższy level ale też się da! 
Rozpisz sobie dokładnie plan, gdzie i w jakich godzinach zajęcia. Ewentualne okienka. 

Punkt trzeci: zorientuj się, czy aby wykład ogłaszany jako obowiązkowy, serio jest obowiązkowy.
Mi się zdarzało, że często to była ściema. Co gorsza, zdarzały się sytuację, kiedy wykładowca zapomniał, albo miał coś ważniejszego i nie dotarł na owy wykład. Jak tylko nie musiałam, biegusiem wracałam do domu.

Punkt czwarty: kładź się wcześniej i wcześniej wstań.
Dlaczego? Aby móc na porannym spacerze, choć minimalnie zmęczyć swojego małego potwora. Zabierz go na dłuższy niz 3 minutowy fizjologiczny spacer. Zrób z nim chwilę zabawy węchowej. Pobaw się z nim. Każdy szczeniak jest inny i różne ma potrzeby. Ale zmęczenie jest zawsze przychylne spokojnemu oczekiwaniu na powrót właściciela do domu.



Punkt piąty: bądź eskpertem od gryzaków, kongów i innych zapełniaczy czasu. 
I ta wiedza przydaję się nie tylko podczas Twojej nieobecności, ale także gdy uczysz się do sesji, albo tworzysz prezentację swojego życia, albo piszesz magisterkę. Odpowiedni gryzak zajmię Twojego szczeniaczka, da Ci chwilę wytchnienia, a Twoje neurony bedą mogły się skupić na tym czym powinny.

Punkt szósty: naucz go, że nie zawsze trzeba być w stu procentach aktywnym.
Wiadomo, na to trzeba czasu. To nie jest kwestia jednego dnia, a okres szczeniaczkowy rządzi się swoimi prawami. Ale pamietaj, nauka wyciszenia to bardzo wazna umiejętność. Zaznajomienie się z nią i przyswojenie, będzie owocowało w przyszłości.



Nie ma nic gorszego niż pies, który bez jednego dłuższego spaceru dziennie biega po ścianach, zaczepia, gryzie i nie może znaleźć sobie miejsca.


Powiadam Wam szczerze, posiadanie szczeniaka w czasie studiów jest całkowicie do ogarnięcia. Nie zniechęcajcie się od samego początku. Nie jest to proste, nie bede Was tu oszukiwać. Wymaga dobrej organizacji, konsekwencji, odrobiny poświęcenia i dużego samozaparcia. Ale satysfakcja jest ogromna!

fot. Natalia Żyłowska


Jeśli macie jeszcze coś do dodania w temacie piszcie w komentarzach! Jestem pewna, że są osoby które skorzystają. Bo nauka na bazie doświadczeń ( nie tylko swoich) jest najlepsza!

Do zobaczenia! Silne postanowienie pisać częściej zostało właśnie wprowadzone w życie!

2 komentarze:

  1. Och jej tak bardzo trafiłaś z tym postem w czas i punkt! Całe życie marzyłam o własnym psie i jednocześnie wiedziałam jak ciężko będzie to ogarnąć podczas studiów. Ale zaryzykowałam i mimo, że pierwsza sesja, mało czasu i dużo stresu - dzięki Monte jestem lepiej zorganizowana, bo trzeba wyjść rano na spacer, nie szwędać się po mieście ze znajomymi bez sensu, a do tego takie puszi-puszi cudownie minimalizuje napięcia nerwowe. <3 Przy odrobinie samozaparcia i wyznaczenia sobie priorytetów jak najbardziej da się to wszystko ogarnąć. :D

    Pozdrawiamy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wspaniałe jest to, że uczysz sie uczysz, nagle blokada w mózgu.. wiec idziesz na krótki spacer z pieslem. łapiesz czill i można sie uczyć dalej :D

      Usuń