Kolejny weekend z rzędu zleciał nam poza domem. Tym razem ruszyliśmy wesołym Psiobusem do Poznania.
Wyjazd zaplanowaliśmy na piątek żebyśmy my jak i psy zdążyli odpocząć przed weekendowymi startami ^^
I powiedzmy, że wszystko było pięknie ładnie z jednym parominutowym wyjątkiem.. ale o tym później..
W sobote pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie.. Raz słonce raz deszcz.. Tak nam się udało że w trakcie naszego fristajlu nie padało, ale też nie grzało.. Sam występ.. hm średni.. Zarówno z ludzkiej jak i psiej strony.. Oboje się staraliśmy, ja nie zapomniałam fristajlu ale prawie jednym rzutem zabiłam psa ( amba fatima byłam przerażona) pies pomykal jak zwykle ale jakoś niekoniecznie łapał wszystko (niektóre niezłapane były do złapania jak najbardziej).. Suma sumarum fristajl oceniony na 0.4pkt wyzej niż wrocławski, ale w moim odczuciu jednak troszke gorszy.. Pieseł oceniony gorzej ode mnie ;o jako team nie było najgorzej, łapalność średnia. Po fristajlu nastapił najnegatywniejszy element sobotniego dnia, ale o nim za chwile.. A po południu był toss.. Wyszłam z planem rzucić coś na 3 strefe.. no i się udało 2 z 5 rzutów były na 3.. Fruk śmigał ja znów rzucalam stabilnie.. ale blisko. Efekt 10.5 pkt.. nic tylko w łeb sobie strzelić.
No ale runda przyjemna, do fristajlowej muzyki, jakoś tak mnie podniosła na duchu (mimo w/w koszmarnego wyniku)..
Niedziele rudzielec spędził odpoczywając.. Poszliśmy na spotkanie tollerowe, spotkaliśmy maliniaczka również Frugo, z którym mój eF dawno się nie widział ale przyjaźń dokladnie taka jak 1.5 roku wcześniej.. Wychodziliśmy na krótkie sesje frisbee i w ogóle bylo miło i sympatycznie... Niedziela zaliczona do udanych.. Do domu dotarlismy w środku nocy i oboje padliśmy od razu :]



Czas wspomnieć o tych negatywnych aspektach wyjazdu.. Piątkowy wyjatek i bardzo negatywny moment pofristajlowy to sytuacja kiedy mój pies łapie frisbee i spierdziela jak najdalej ani mysląc do mnie podejsc.. Faza z którą walczyliśmy już jakiś czas temu, którą jak mysłałam mamy za soba.. Niestety wróciła.. Dość znacząco. W piątek w czasie fazy fruk zabił xtrasa, a w sobote widząc że kończąc fristajl piesek złapał schize szybko zebralam dyski i przegoniłam go z pola bo o tym że podejdzie nie było mowy.. Modliłam sie tylko żeby zszedł z pola i żeby nie postanowił w fazie braku umysłu na nie wrócić w czasie czyjegoś występu.. Dość długo uciekał przede mną i ani myślał podejśc.. Wzrok innych zawodnikow na mnie i na psa skutecznie mnie powstrzymywał przed wykrzyczeniem paru niecenzuralnych słów w strone rudego paskuda. W końcu jednej znajomej udało się go smaczkami przekonać żeby podszedł co było moim zbawieniem..
W takim momencie ani go ukarać ani nagrodzić.. Więc obojętnie całkiem ściągnełam go z górki za fraki do namiotu i do klatki.. Nerwy milion, cisnienie wysokie jak nigdy.. Granice wytrzymałosci psychicznej naciągnięte do maks. Nikomu nie życze takiej sytuacji i takiej fazy do przepracowania, bo jest to sytuacja niesamowicie trudna. Frugo nigdy nie byl całkiem łatwym psem, nigdy nie był miękkim kluskiem, zawsze za to pokazywał, że ma swoje zdanie. Sytuacja na dog chow pokazała mi w końcu skale problemu (incydenty zdarzały się tez wcześniej) i postanowiłam zmotywowana jak nigdy walczyć z tym dziadostwem (problemem jak i cholernym uporem własnego psa)
Tak więc dziś załadowana smaczkami po brzegi zabrałam pieski do parku.. Bez frisbee tylko z szarpaczkiem.. myślałam żeby zwiekszyć psią motywacje na kolory kawałek polaru.. frugo jak to frugo postanowił zweryfikować mój plan spacerowy.. I znalazł sobie patyczka ktory był milion razy fajniejszy od proponowanego przeze mnie szarpaczka.. Nerwy trzymane na wodzy pozwoliły mi na spokojnie podejść do zaistaniałej sytuacji i od innej strony podejść do problemu. Postanowilam nagradzać go obficie za każdym razem gdy podszedł do mnie gdy go wołałam, gdy przynosił patysia i gdy generalnie był normalny a nie zeschizowany.. Koniec końców pod koniec sesji przychodził z patysiem.. aportował go ładnie i co najważniejsze smaczki (nie jakieś wyszukane wcale) były dużo ważniejsze od kawałka drewna..
Sytuacja nie należy do najprostszych, emocje musza być bardzo rozsadnie dawkowane i to w odpowiednich momentach.. Ale mysle że dzisiaj daliśmy rade.. Oboje. Pocieszajacy fakt ^^
Planuje codziennie walczyć nad tym problemem i licze że się uda pokonać fazowego potwora.
Post jak to zwykle bywa w wywodach dośc przydługi.. Ale myślę że nie całkiem nudny..
W ciągu następnych dni pojawi się recenzja cagey cube! Śledźcie nas na bieżąco! Wieczorem będe sklejać filmik z tą zabawką Powiem wam już teraz, ze jest fenomenalna!
A jeszcze z planów.. został miesiąc do sopotu a ja postanowiłam dośc porzadnie zmodyfikować nasz fristajl.. I popracowac nad nowymi elementami.. także.. może w sopocie uda się nam mała frisbowa rewolucja naszych występów. Trzymajcie kciuki.. Tymczasem kończe..
Pozdrawiam Marta.. Frugo i Psikutałke! :)